Vandrovec.net

Vítejte v krajině, kde cizák zahyne

Kluci v gumácích” přicházejí 🙂 Představujeme vám ilustraci na obálce, od úžasného Andrzeje Łaskiho

Łapcie próbkę, sami sprawdźcie, jakie to dobre 😃
– Z kim mamy przyjemność? – zagadnął Jakub.
– Moje nazwisko nic panom nie powie, ale mam dla panów zlecenie – wybrzęczał syntetyzator. – Dobrze płatne zlecenie…
Obcy sięgnął za pazuchę i wydobywszy niewielki mieszek rzucił go na stół. Zabrzęczały złote monety. Egzorcysta zważył mieszek w dłoni i poskrobał się po czole. Ręka klienta zginała się jakoś dziwnie… I w miejscach gdzie nie powinna się zginać.
– Poproszę o szczegóły… – odezwał się Jakub.
– Wasze zadanie jest proste. Moim braciom grozi zagłada… Nasz wróg, szalony naukowiec opracował mroczny plan…
– Gadaj po ludzku, a nie jakbyś się z komiksu urwał – zażądał Semen.
– Trzeba go dopaść i wyeliminować. Zbigniew Szulejewski, z Zabrza.
– Nie słyszałem – pokręcił głową Jakub.
– Zabrze znajdziemy na mapie, a potem się rozpyta – uspokoił go kumpel. – I co ten Zbigniew właściwie zrobił…
– Przybył do Krakowa – klient chyba miał trochę problemy z wyłożeniem sedna problemu.
– To chyba żadna zbrodnia – wzruszył ramionami Jakub. – Ja na ten przykład też kiedyś byłem w Krakowie i wcale nie było potrzeby mnie zabijać. Przereklamowane trochę miasto.
– Nigdzie nie ma tak dobrej pizzy jak w Lublinie – dodał jego przyjaciel.
– Szulejewski podjął mroczne i zbrodnicze eksperymenty na gołębiach… – czarny kaptur dziwnie zadrżał.
– Z tymi krakowskimi gołębiami już miałem do czynienia. Paskudny drób… Ale też przereklamowane… A jak ktoś na nich eksperymentuje, to chyba dobrze? Nic mu z tego nie wyjdzie, a jak wykończy kika setek, bedzie ich mniej…
– Problem w tym, że eksperymenty te przyniosły rezultaty…
Zapadła cisza.
– Jakiego rodzaju eksperymenty? – zapytał Semen.
– I jakiego rodzaju rezultaty? – zaciekawił się egzorcysta.
– Eksperymenty naukowo-techniczne z dziedziny elektroniki… – wyjaśnił nieznajomy. – Śmiertelnie niebezpieczne dla mojego ludu… Należy je zakończyć – i dołożył drugi mieszek.
– W zasadzie lubię ganiać się z szalonymi naukowcami, więc przyjmijmy, że weźmiemy to zlecenie… Ale mimo wszystko chciałbym zobaczyć pańską twarz – zagadnął Jakub.
– To stanowczo zbyteczne – klient głośniej zabrzęczał syntetyzatorem mowy.
Teraz także Semen spostrzegł, że dzieje się coś dziwnego. Obcy tracił kształty, zapadał się w sobie, płaszcz wisiał na nim coraz dziwaczniej. Kozak doskoczył i jednym ruchem zdarł tkaninę. Oniemieli. Przy stoliku siedział dziwny stelaż zmontowany z kilku starych mopów. Konstrukcję oblepiały gęsto szczury. Zdemaskowane łypnęły oczkami i zaczęły w panice skakać na ziemię. Nim ktokolwiek zdążył zareagować całym stadem pomknęły do drzwi… Syntetyzator mowy i słomka do piwa upadły na deski. Jakub i jego kumpel dłuższą chwilę w milczeniu gapili się jak ostatni zwierzak wyplątuje się z czarnej skórzanej rękawiczki.
– Przyjęliśmy zlecenie od szczurów!? – zdumiał się kozak.
– Też mi się to nie widzi – burknął Jakub. – Ale skoro się zgodziliśmy i zapłaciły z góry, to mówi się trudno. Klient nasz pan…