Vandrovec.net

Vítejte v krajině, kde cizák zahyne

Snad již v červenci vyjde novinka!

Andrzej Pilipiuk: Kapry bijem (JAKUB VANDROVEC 9), brožovaná, překlad Stanislav Komárek, 384 stran.

POZOR! Kniha obsahuje drastické scény, které mohou zničit víru čtenářů v zapřisáhlou nenávist mezi rody Vandrovců a Bardaků.

To je on, Terminátor poháněný šnapsem! Kdyby chtěl, byl by jediným skutečně polským superhrdinou. Jenže zachraňování světa má na háku, když zrovna kape destilátek…

Zprávy z Vojslavic: Baba Jaga se změnila ve zbraň hromadného ničení, v Dubince probíhá konvergence kultur, samohonka teče proudem a osikové kolíky hrají zlověstné staccato na víka rakví. Dovíte se rovněž, zda stojí za to riskovat život ve Světový den osteoporózy, a co má stockholmský syndrom společného s alkoholem.

SENZACE! Poznáte jedinou osobu na světě, které se Jakub Vandrovec bojí.


Upír na skládce vychází už v polovině června. Poslechněte si od Andrzeje, jak tento příběh začal.#UpiorwRuderze #AndrzejPilipiuk

Andrzej Pilipiuk – Upiór w ruderze

Posłuchajcie fragmentu „Upiora w ruderze”. To najnowsza powieść Andrzeja Pilipiuka, która ukaże się w czerwcu nakładem Fabryki Słów. Czyta – oczywiście – sam autor!

Zveřejnil(a) Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki dne Čtvrtek 30. dubna 2020


Vidle do ruky a k tomu upíři! #zostańwdomu #czytajksiążki #czasnafantastykę

Muž z Wojsławic, propagátor lublinského fandomu, organizátor dnů Jakub Wędrowycza – Marek Farfos dorazil do pořadu “Čas na fantazii”. Připravte se na výbušné literární vjemy! ZSK “Červený drak” hostil Marka mnohokrát na fantasy setkání v Zámostí, kde byl jako řečník, promotér autorských setkání s Andrzejem Pilipiukem, ale také jsme ho potkali na dalších akcích a setkání. Přejeme hezký poslech!


Další ukázka z připravované novinky #andrzejpilipiuk

***
Jakieś trzy godziny później ktoś nieśmiało zastukał do gabinetu w którym siedzieli grzebiąc w papierach. Kabanow otworzył. W drzwiach stał Piotrowski.
-Aaaa… to wy … – pułkownik NKWD obejrzał chłopa w zadumie. – I powiadacie że chcecie być tu wójtem?
-Tak jest!
-A czy wy w ogóle potraficie czytać i pisać? – wycedził major.
-Umiem… i łacińskim i cyrylicą nawet, bo mnie za cara w szkole wyuczyli. Ale jeśli to przeszkoda w objęciu funkcji to natychmiast zapomnę! – zapewnił. – Albo może łacińskiego zaponę a cyrylicy nie zapomnę…?
-Podoba nam się wasza postawa towarzyszu Piotrowski – pochwalił Grusztyn. – Macie zadatki na konfidenta. – Co do waszych kwalifikacji, już towarzysz Lenin stwierdził że kucharka może być ministrem, zatem czemu pomocnik bednarza nie miałby być wójtem? Rozumiecie jednak chyba złożoność sytuacji. Teraz mamy okres komunizmu wojennego, wprowadzamy zarząd komisaryczny. Front dopiero za Lublinem. Ale pokonamy Hitlera przyjdzie czas na demokratyczne przemiany i wasze stanowisko będzie trzeba potwierdzić w wyborach do rad gminnych… Żeby wasza kandydatura w ogóle mogła być brana pod uwagę musicie zapisać się do partii, skończyć kursy administracji państwowej, wyuczyć się dobrze rosyjskiego, kto wie, może nawet maturę zdać.
-Ale jak to maturę!? – przeraził się kandydat na wójta.
-Rządzenie gminą to nie jest bułka z masłem… Wymaga wiedzy, umiejętności i odpowiedzialności. Znajomości przepisów oraz właściwego przygotowania ideologicznego bo jak bez niego będziecie prowadzili walkę klasową?
Słysząc to ostatnie zdanie kandydat na konfidenta zbladł.
-Ale nie martwcie się Piotrowski, nawet jak nie zostaniecie wójtem przydacie nam się. Po pierwsze, musimy dokładnie wiedzieć jak to w tej okolicy było z tą naszą partyzantką. A tak swoją drogą przynieśliście ten obiecany bimber? – zainteresował się pułkownik.
-Tak jest! – zasalutował.
Wyjął z torby i postawił na blacie dwie butelki mętnej i żółtawej cieczy…
-To próbka tylko. Mam więcej na furmance. Dwa baniaczki po pięć litrów. Mam też donos – dodał przymilnym tonem.
-Pokażcie – major wyciągnął rękę.
-No żeby od razu zapisać to nie… Ja ustnie opowiem. Nauczyciel… Pan Bronisław Kowalski – zniżył głos. – to wszystko jego robota.
-Co: wszystko? – wycedził pułkownik.
-Ta wieś… Miasteczko znaczy… Ale na wsiach też. Kazał żeby przed waszym wkroczeniem pochować zegarki, buty i lepsze ubrania. Żeby ludzie chodzili w łapciach i łachmanach od roboty w polu. Tak żeby się wydawało że tu wyłącznie biedota mieszka.
-Ha! – ucieszył się Kabanow. – Czułem że tu coś za bardzo po naszemu!