#AndrzejPilipiuk #FUCK
Czym jest karawaka i czemu każdy powinien posiadać swoją na wypadek zarazy i/lub morowego powietrza?
#AndrzejPilipiuk #FUCK
Zveřejnil(a) Fabryka Słów dne Pátek 20. března 2020
Když musíš, tak musíš …
Slavíme narozeniny Velkého Grafoma
Dnešní narozeniny slaví někdo výjimečný. Spisovatel díky kterému můžete cestovat v čase, kontaktovat bezejmenné a zvládnout kus historie. Přejeme vám, abyste byli s námi až do konce světa, neodcházeli a zdraví. Přejte s námi! #AndrzejPilipiuk #urodziny
Jeden z najbardziej oryginalnych pisarzy fantastyki kończy dzisiaj 46 lat
Z wykształcenia jest archeologiem, z pasji i zawodu pisarzem. I to nie byle jakim, bo jednym z najbardziej oryginalnych i najpopularniejszych w Polsce. Jak sam przyznaje, pisze tak, aby jego twórczość była jak duże pudełko czekoladek. Proszę Państwa, przed Wami Andrzej Pilipuk.
Pisarz 20 marca obchodzi swoje urodziny. Przyszedł na świat w 1974 r. w Warszawie, młodość spędzał na Szmulkach, obecnie mieszka w Krakowie. Jak sam twierdzi, ma pochodzenie mieszane, a wśród przodków byli także Kozacy. Jego pradziadek Jan (Iwan) Pilipiuk był carskim policjantem w Łabuniach i Zamościu. W wolnych chwilach zajmuje się numizmatyką i zbieraniem meteorytów, a także stolarstwem i malarstwem. Ceni sobie twórczość pisarzy Nodara Dumbadze, Aleksandra Grina-Griniewskiego i Ferdynanda Ossendowskiego oraz muzykę litewskiego kompozytora Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa.
Popularność przyniosły mu cykl gawędziarskich opowiadań o przygodach Jakuba Wędrowycza – zamieszkującego w Starym Majdanie koło Wojsławic plugawego degenerata, bimbrownika i egzorcysty. Warto dodać, że bohater doczekał się swojego pomnika w Wojsławicach.
Nasza redakcja miała okazję porozmawiać z autorem na Targach Ksiażki, niedługo po premierze kolejne go tomu poświęconego Jakubowie Wędrowyczowi.
Nagrody
Andrzej Pilipiuk był dziewięciokrotnie nominowany do nagrody im. Janusza A. Zajdla. Otrzymał ją w 2002 roku za opowiadanie Kuzynki, które w 2003 roku rozwinął w powieść. Dwukrotnie zajął trzecie miejsce w głosowaniu na nagrodę Nautilus. Ponadto uhonorowany został Pucharem Bachusa i Srebrną Muszlą. W 1998 roku nominowany do Śląkfy, nagrody Śląskiego Klubu Fantastyki w kategorii „Pisarz roku”.
Andrzej Pilipiuk “Karpie bijem”
Terminator napędzany samogonem powraca!
I to w wielkim stylu, bo dzieją się rzeczy nieprawdopodobne. Dowiecie się, jak zamienić Babę Jagę w broń ostatecznej Zagłady, jak w Dębince realizują konwergencję kultur, jakie zagrożenia mogą płynąć ze świętowania Światowego Dnia Przytulania oraz co Syndrom sztokholmski ma wspólnego z samogonem.
UWAGA!
Tom zawiera drastyczne treści mogące zdruzgotać wiarę Czytelników w niezłomną nienawiść pomiędzy rodami Wędrowyczów i Bardaków.
Fot. i inf. książki pochodzą od Wydawnictwa Fabryka Słów
Hmm, to je dobrý! Tak rychle jste nečekali první #FUCK hodinu, co?
Tady je ukázka příběhu z nejnovějšího, přesto zajímavého příběhu od Andrzeje Pilipiuka. Inkoust ještě neuschl, tak je čerstvý!
***
W czasie gdy muzealnik dyrygował młodymi badaczami przeszłości na ścieżce prowadzącej z pałacu do Liszkowa pojawił się stary kamerdyner. Dreptał niespiesznie wspierając się na laseczce która niegdyś służyła jednemu z hrabiów Liszkowskich
-Ech porobiło się z człowiekiem – westchnął w którymś momencie przystając. – Kiedyś biegłem całą drogę z listami hrabiego na pocztę. Albo brałem rower i gnałem jak wicher. Teraz hrabiego nie ma, nogi już nie te… Nawet rowery stały cię dziwnie deficytom towarem. Tyle dobrze że poczta nadal działa…
Po kilkunastu minutach dreptania przysiadł ciężko na ławeczce. Rozejrzał się po ryneczku. Sklep z dywanami, spożywczak GS, wiecznie zamknięty sklepik z meblami, księgarenka będąca też sklepem papierniczym i pasmanterią…
Westchnął przypominając sobie młode lata. Dziesiątki sklepów sklepików warsztatów i warsztacików. Było gdzie podzelować buty, albo zamówić nowe… Żydowscy handlarze potrafili w tydzień sprowadzić figi czy daktyle. Na rogu była cukiernia w której po pracy flirtował z nauczycielką… Przypomniał sobie żydowskie dziewczęta o egzotycznej urodzie… Wspomniał zapach świeżo pieczonego chleba z piekarni, smak śledzików prosto z beczki.
-I mięso można było kupić bez żadnego problemu – westchnął. – I piwo było lepsze… I nie mówię tak bo wtedy byłem młody!
Zagryzł wargi. Przypomniał sobie lato trzydziestego szóstego gdy pojechał z państwem do Indii i Egiptu. Taki szmat drogi przebył, takie cuda widział. A teraz? Pojechać do bratanka do Szwecji nijak, paszport nie przysługuje. Wstał, wyprostował się aż mu w krzyżu strzyknęło. I pomaszerował dalej. Odpoczynek choć krótki pozwolił odzyskać siły.
Wreszcie dotarł na pocztę. W pomieszczeniu po lewej, do jedynego czynnego okienka kłębił się tłum petentów chcących zapłacić za prąd i inne świadczenia. W pokoju po prawej telefonistka znudzona jak mops dziergała sweter na szydełku. Za nią centrala migotała kolorowymi żaróweczkami. W kącie czerniała drewniana szafa – rozmównica telefoniczna. Słysząc człapanie klienta dziewczyna poderwała się spłoszona.
-Chciałbym zamówić rozmowę międzynarodową – powiedział były kamerdyner. – Z Anglią…
-Normalna czy błyskawiczna?
-Błyskawiczna…
-To potrwa cztery do pięciu godzin – zaczęła i urwała widząc banknot pięciodolarowy leżący na brzegu lady.
-No jak dla pana, to będzie dwie… eeee… półtorej godziny – uśmiechnęła się sympatycznie chowając papierek do torebki. Sięgnęła po książkę rejestracji rozmów. – Poproszę pański dowód, albo inny dokument ze zdjęciem…
-Nie wiem czy na tej fotografii wyszedłem wystarczająco wyraźnie… – powiedział przepraszającym tonem i położył na ladzie kolejny banknot.
-Myślę że podobieństwo jest całkowicie wystarczające – kobieta schowała książkę i banknot.
-I gdyby mogła pani zgubić gdzieś słuchawki na te pięć minut gdy będę rozmawiał… – nie wiadomo jak i skąd na desce znalazł się jeszcze jeden.
-Oczywiście. A poza tym myślę, że pana tu nie ma, jakby kto pytał to nigdy nie było – chuchnęła na trzeci papierek. Proszę siąść i gazetę poczytać a ja spróbuję nawiązać połączenie…
Jak się okazało by przekazać wieści hrabiemu Pawłowi wystarczyły trzy minuty i piętnaście sekund…
Recenzję: PRZYJACIEL CZŁOWIEKA – Andrzej Pilipiuk #przyjacielczłowieka #andrzejpilipiuk #recenzja
Czy Andrzej Pilipiuk potrzebuje krytyków literackich, recenzentów i opiniotwórców? Oczywiście, że nie! To nazwisko jest już na takim etapie kariery, że może sobie pozwolić wyłącznie na informację o premierze, a resztą przejmować się nie musi. Mimo wszystko postanowiłam, że podejmę rękawicę i skreślę kilka słów na temat jego najnowszego tomu opowiadań. A to ze względu na mocno różniące się opinię czytelników, których Przyjaciel człowieka wyraźnie podzielił.
Zacznę od tego, że wydawnictwo Fabryka Słów nie tylko nie obniżyła poziomu wydawanych zbiorów opowiadań Pilipiuka, ale wręcz wspina się coraz wyżej, zaskakując nas raz po raz swoimi pomysłami. Za projekt wydania odpowiadali Eryk Górski i Robert Łakut, projektem okładki zajął się Szymon Wójciak, a za zdjęcie na froncie okładki odpowiedzialna jest Marta Orlowska z arcangel. Oczywiście spodziewam się, że tych nazwisk większość z Was nie kojarzy, ale jeśli poszperacie uważnie w necie, znajdziecie nie jeden ich projekt, który zwala z nóg. Projekt książki jako całość to absolutny majstersztyk wydawniczy i żadne zdjęcie okładki zamieszczone w sieci nie odda jej wspaniałości w stu procentach, książkę trzeba wziąć do rąk, aby zrozumieć mój zachwyt. Na samą fotografię frontu oprawy można patrzeć bez końca jak w transie. Zazdroszczę Pilipiukowi tak oprawionych książek. Są piękne i dopracowane w każdym szczególe. Jednak to nie wszystko, co sprawia, że książka jest wyjątkowa. Są w niej ilustracje Pawła Zaręby, którego styl doz łudzenia przypomina mi umiejętności Grzegorza Rosińskiego (tego od Thorgala). Obaj panowie mają niebywały talent, a że osobiście jestem wielką miłośniczką Rosińskiego, Zaręba poprzez to podobieństwo również jest na szczycie moich ulubieńców.
CZTERY OPOWIADANIA. CZTERY PORTRETY LUDZKIEJ NATURY
Co do zawartości książki i fabuły zgodzić się trzeba, że ich jakość bywa tu różna. Są te lepsze i są nieco gorsze opowiadania, ale całość prezentuje się wybornie. Pilipiuk zdążył przyzwyczaić czytelnika, że pisze nierówno, ale znajdźcie mi jeden zbiór opowiadań, jakiegokolwiek pisarza na świecie, o którym można powiedzieć, że wszystkie zawarte w nim opowiadania są na tym samym, wybornym, wspaniałym i genialnym poziomie. Nie znajdziecie. Nie wynika to jednak z tego, że autorowi się nie chciało, czy raz miał lepszy, a raz gorszy dzień. Trzeba na to spojrzeć z innego punktu widzenia. Zbiór opowiadań jest jak muzyczny longplay. Wpada nam w ucho jeden kawałek i porównujemy do niego wszystkie kolejne utwory. Efekt zawsze jest taki sam: są lepsze i gorsze kawałki. Jednak wracamy za jakiś czas do tejże “płyty” i słuchamy ją bez żadnych uprzedzeń, utwór za utworem, wsłuchujemy się w każdy dźwięk, w każde słowo i dopiero wtedy doceniamy krążek, jako całość. Ot i cała filozofia.
Rozumiem preferencje czytelników, jak i to, że zagorzali wielbiciele Pilipiuka będą kręcić nosem. To samo robię ja, kiedy słucham nowych wydań choćby Metallicy. Jednak jako czytelnik niezwiązany ściśle z twórczością tegoż autora, potrafię docenić całość Przyjaciela człowieka, nie porównując ich z Okiem Jelenia, Jakubem Wędrowyczem czy cyklem Kuzynek Kruszewskich. Opowiadania są trudną formą literacką i prawdę mówiąc, niewielu daje im radę. Andrzej Pilipiuk należy jednak do mistrzów tej formy i dowodem tego jest 11 tomów autorskich opowiadań oraz liczne antologie.
Trudno ocenić, czy Przyjaciel człowieka jest najlepszym tomem opowiadań Pilipiuka. Z jednej strony jest nieco inny od pozostałych, z drugiej zaś wciąż trzyma ten sam, wysoki poziom i obraca się w tym samym lub podobnym klimacie. Każda chwila spędzona z którymkolwiek zbiorem opowiadań Pilipiuka jest tego warta. Odnoszę jednak wrażenie, że Przyjaciel człowieka wciągnął mnie trochę bardziej niż poprzednie zbiory, a moim ulubionym opowiadaniem z tej książki (nie znaczy to, że pozostałe są gorsze) jest bez wątpienia My, bohaterowie… .
Pilipiuk ma nieograniczone możliwości tworzenia światów literackich, a zasoby jego pomysłów powinny wystarczyć na kolejne dziesięciolecia.
Przyjaciel człowieka stanowi swoistą alegorię do biblijnych Czterech Jeźdźców Apokalipsy i może zrozumienie tej metafory pozwoli czytelnikowi spojrzeć na najnowszy zbiór opowiadań z innej strony. Wszystkie cztery opowiadania mają pewien klucz i tworzą jedną ciekawą całość. Wydaje się nawet, że żadne z opowiadań nie mogłoby istnieć samoistnie bez trzech pozostałych, a forma, w jaką autor opakował biblijną przypowieść, mocno oddaje ducha naszych czasów, choć duch ten ukryty został między wierszami.
Proszę wybaczyć mi żarliwy zachwyt nad zbiorami opowiadań Pilipiuka, ale w Przyjacielu człowieka dostrzegam pasję autora porównywalną do pasji, jakie zauważam w książkach Kinga, Mastertona czy Vonneguta, a to stawia Pilipiuka w jednym szeregu z największymi pisarzami tego świata. Szkoda, że ten świat nie może poznać jego talentu, bo brzydko mówiąc, jest to najlepszy literacki towar eksportowy, jaki możemy mu zaoferować, lecz wciąż nie potrafimy tego zrobić.
PRZYJACIEL CZŁOWIEKA
Oto nadciąga czterech jeźdźców, a każdy ma swoją historię.
Wojna zacznie swoją opowieść od niemożliwego – oto doktor Skórzewski, uniewinniony decyzją samego Hitlera, dołącza do nazistowskiej ekspedycji naukowej.
Zaraza szepnie Ci do ucha, jak pozostawiła po sobie tylko zgliszcza starego świata, na których wbrew wszystkiemu wyrasta coś nowego. Bo trudniej jest złamać ludzkiego ducha, niż unicestwić ciało.
Głód pokaże Ci swoje nieoczywiste oblicze. Bo głód wiedzy, tak samo jak głód jedzenia, potrafi zmusić człowieka do szalonych kroków.
Śmierć przypomni Ci, że żywi nie powinni zbliżać się do świata zmarłych, bo za przekroczenie cienkiej granicy przyjdzie im słono zapłacić.
Cztery opowiadania – cztery portrety ludzkiej natury.
ANDRZEJ PILIPIUK
Człowiek z przeszłości. Niestrudzony tropiciel ciekawostek z lamusa. Kolekcjoner nagród literackich, który z pisania z pasją uczynił swój sposób na życie.
Autor na swoim koncie ma już 38 książek (Fabryka Słów), 19 tomów kontynuacji Przygód Pana Samochodzika pod pseudonimem Tomasz Olszakowski oraz sentymentalny album „Wojsławice – skarby naszej pamięci; wspomnienie o miasteczku”. Homo literatus, który do pisania podchodzi z żelazną konsekwencją – pracuje planowo, codziennie, a kiedy poczuje zmęczenie fabułą, zabiera się za inny tytuł. Uprzedzając krytykę sam siebie nazwał Wielkim Grafomanem. Z wykształcenia archeolog, z zamiłowania łowca meteorów. Beznadziejnie zauroczony zapomnianymi odkrywcami i wynalazkami XIX wieku. Społecznik. Własnym sumptem i ogromnym zaangażowaniem wydał unikatowy album o Wojsławicach, mieście w którym narodził się Jakub Wędrowycz. Twórca panteonu niezwykłych bohaterów literackich oraz Jakuba Wędrowycza – zawistnego, mściwego kmiota, bimbrownika i egzorcysty. Jedynego w naszej literaturze, rdzennie polskiego superbohatera, który przez lata rozśmieszania do łez dorobił się własnego festiwalu.
Tytuł: Przyjaciel człowieka
Autor: Andrzej Pilipiuk
Ilustracje: Paweł Zaręba
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Premiera: 15 stycznia 2020
Projekt okładki: Szymon Wójciak
Liczba stron: 402
Oprawa: Zintegrowana
Format: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7964-523-7
OCENA: 10/10
Uzasadnienie: Niewielu autorów na świecie potrafi pisać tak dobre opowiadania. W Polsce jest ich jeszcze mniej.











