Vandrovec.net

Vítejte v krajině, kde cizák zahyne

Biurka polskich pisarzy: Andrzej Pilipiuk

biurko-andrzej-pilipiuk-post

Miłośnik historii, literacki gawędziarz, z zawodu archeolog. Od wielu już lat należy do ścisłej czołówki autorów polskiej fantastyki. Doceniony przez czytelników, co znalazło wyraz między innymi w dziewięciu nominacjach do nagrody imienia Janusza A. Zajdla, którą otrzymał w 2002 roku za opowiadanie „Kuzynki”.

Choć najlepiej znany jest z opowieści o Jakubie Wędrowyczu, wiejskim egzorcyście, bimbrowniku i kłusowniku, który zajmuje się licznymi sprawami paranormalnymi, to w jego dorobku znaleźć można również wiele innych publikacji. Choćby książki o tajemniczych kuzynkach Kruszewskich czy historię z międzynarodową intrygą w tle z „Norweskiego dziennika”. Archeologiczną wiedzą podzielił się z czytelnikami przy okazji awanturniczych powieści z cyklu „Oko jelenia”, w których spory nacisk położono na poznanie realiów codziennego życia w XVI-wiecznej Norwegii.

W swoich książkach łączy zróżnicowane konwencje: fantasy, science-fiction, horror czy realizm magiczny. W tak zwanych zbiorach opowiadań bezjakubowych podejmuje też wątki obyczajowe i bawi się z przedstawianiem alternatywnej historii świata. Nam opowiada o specyfice swojej pracy i kolejnych pomysłach na książki.

(kliknij w zdjęcie u góry, żeby powiększyć)

Miejsce pracy: Nie mam biurka. Pracuję, siedząc na fotelu po dziadku. Przed sobą stawiam krzesło, o które opieram stopy, na kolanach kładę arkusz sklejki, na nim stawiam laptopa. Za plecami mam okno. Nad głową – lampkę. W zasięgu ręki jest regał z książkami i parapet, na którym stawiam kubek 0,7 litra z herbatą. W dzisiejszych czasach to w zupełności wystarczy do pracy.

Gdy byłem młodszy i mieszkałem z rodzicami w Warszawie, miałem biurko – czarne z płyt okleinowanych. Służyło mi za podstawkę do komputera stacjonarnego i monitora – bo pisałem podobnie: na krześle z podłokietnikami, opierając stopy na rogu biurka. Z tym że herbatę stawiałem wtedy na biurku.

Widok za oknem jest z gatunku tych średnio-paskudnych. Ulica, za nią ciąg kamienic – o dość zaniedbanych elewacjach. Niestety, ale smog, zapylenie, a także spaliny – główna bolączka Krakowa – mocno wpływają na widok otoczenia… Czynią je szarym…

Tryb pracy: Zaczyna się od pomysłu. Mam czterystukartkowy notatnik – takiego formatu, że mieści się w kieszeni kurtki – notuję w nim wszystko, co przychodzi do głowy. Potem nad tymi pomysłami myślę – tylko około dziesięć procent z nich nadaje się do realizacji. Czasem z dwóch marnych składam jeden dobry. Notuję też złote myśli, zasłyszane zdania, wymyślone fragmenty dialogów. Nie piszę od początku do końca – gdy zatnę się na jakiejś scenie, przeskakuję do przodu, a potem wracam i uzupełniam całość. Zdarza się, iż zakończenie powstaje wcześniej niż początek.

Zasadniczo staram się siadać do pracy pomiędzy godziną 8:30 a 9:00 – gdy dzieciaki zostaną „upchnięte” do szkoły i przedszkola. Nie zawsze mi to wychodzi, czasem trzeba wcześniej zrobić zakupy albo pozałatwiać różne upierdliwości, które niesie ze sobą życie… Staram się pisać w miarę systematycznie – nie zawsze to się jednak udaje. W chwili, gdy termin zaczyna wisieć mi nad głową, piszę więcej. Pracuję też w miarę możliwości w podróży – jadąc pociągiem, stukam sobie na laptopie. Zawsze to zaoszczędzona godzina, dwie, trzy…

Aktualny projekt: Mam na warsztacie trzeci zbiór opowiadań o wampirach z warszawskiej Pragi – gotowe są do niego dwa pierwsze teksty. Zacząłem też dziewiąty zbiór opowiadań bezjakubowych – tutaj gotowy jest jeden tekst, natomiast kilka rozgrzebałem. Myślę również nad cyklem opowiadań o trzech sympatycznych duchach. Mam mniej więcej rozplanowaną pracę na najbliższe dwa lata…

Opracowanie: Marcin Waincetel
fot. Andrzej Pilipiuk dla Booklips.pl